Kwota wolna, wyborcza kiełbasa i armia urzędników

Kwota wolna od podatku, jedna z głównych obietnic wyborczych Andrzeja Dudy poszła się gryźć – zapowiadanego podniesienia do poziomu 8 tys. złotych nie będzie, możemy zapomnieć. Prezydentowi świnię podłożył minister finansów Paweł Szałamacha, który orzekł, że jest to dla budżetu kłopot nie do udźwignięcia – roczny koszt obliczony został na dwadzieścia miliardów złotych. Sporo, fakt, ale czy rzeczywiście rząd nie mógłby sobie z tym poradzić znajdując oszczędności gdzie indziej? Sprawdźmy.
Najwięcej pieniędzy siłą wyrywanych z naszych kieszeni w charakterze podatków pochłania biurokracja. Według danych GUS w maju ubiegłego roku w charakterze urzędników pracowało w Polsce ponad 700.000 (siedemset tysięcy) osób a preciętne wynagrodzenie w sektorze publicznym wynosiło w roku ubiegłym 4.415 złotych co nam daje bardzo ładną kwotę 3.090.500.000 (trzy miliardy dziewięćdziesiąt milionów pięćset tysięcy) złotych miesięcznie. W skali roku jest to już prawie 38 miliardów, a to tylko goła pensja. Po doliczeniu innych kosztów (premie, szkolenia, służbowe samochody, biurowe kawki) koszty utrzymania tej całej biurwokratury się podwajają.
Klops, nie można ulżyć przeciętnemu Kowalskiemu podnosząc kwotę wolną od podatku bo statystyczny pan urzędnik Nowak musiałby do roboty dojeżdżać autobusem i raz w miesiącu kupić za własne pieniądze paczkę kawy.
A gdyby tak kraj odbiurokratyzować? Gdyby dwadzieścia procent urzędasów pogonić do jakiejś uczciwej i produktywnej roboty? W roku 1989, tuż po tzw. upadku (a w rzeczywistości przeflancowaniu) komuny było ich 160 tysięcy i kraj działał nie gorzej niż dziś. Może zatem tutaj leży rozwiązanie?
O nie! O tym ani rząd ani koalicja rządząca nawet nie pomyślą. Siedemset tysięcy urzędników z rodzinami to gigantyczny elektorat, który natychmiast by się zbuntował. Na nim opierała się przez osiem lat opierała się koalicja robotniczo – chłopska PO – PSL wygrywajac wyszstko co możliwe, na nim oprze się też Prawo i Sprawiedliwość zdając sobie sprawę, że bez dobrze odkarnionych urzędników nie można w Polsce utrzymać władzy na dłuższą metę. Dlatego o obniżeniu podatków możemy zapomnieć nie tylko dziś, ale też w bliskiej i dalszej przyszłości. Nadal będziiemy przez państwo (rząd) goleni i strzyżeni żeby utrzymać to stado gryzipiórków, na którym opiera się władza.
Nie doczekamy się też nagłego wzrostu urzędniczych kompetencji, bo nie dla nich są oni zatrudniani – zmiany w Służbie Cywilne jakie próbuje przeprowadzić PiS doskonale świadczą o tym, że chodzi o zbudowanie armii, na której ta partia będzie się mogła oprzeć.
Ale to już temat na całkiem inny felieton…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.