Wojna po francusku, cudzymi rękami

Prezydenci Francois Hollande i Władimir Putin ogłosili w Moskwie powstanie sojuszu francusko – rosyjskiego w walce z tzw. Państwem Islamskim i gotowość powołania „wielkiej koalicji do walki ze wspólnym wrogiem”. Pomysł poparły Niemcy oznajmiając, że wyślą na Bliski Wschód samoloty Luftwaffe i okręty Kriegsmarine. Wojsk lądowych na razie nie chcą angażować, ale to tylko kwestia czasu – i na Afrika Corps przyjdzie pora kiedy wszystkie koszary zostaną przerobione na schroniska dla „uchodźców” i żołnierze nie będą się mieli gdzie podziać. W Lewancie ciepło, namioty im wystarczą.
W telewizyjnej relacji wygląda to bardzo poważnie, ale rzeczywistość jest groteską. Francuzi jak to czynili wielkokrotnie na przestrzeni ostatnich dwustu lat chcą po raz kolejny wygrać swoją awanturę cudzymi rękami. Islamiści z ISIS załadowali im potężnego kopa w jaja więc cienkim głosikiem zawołali na pomoc jedynego faceta w Europie, który jest w stanie spuścić agresorom łomot. I za ten łomot są gotowi oślepnąć na wyczyny Rosjan we wschodniej Ukrainie, zapomnieć o Krymie i uznać, że przecież tak naprawdę żadnej wojny tam nie ma, to tylko takie lokalne zamieszki i niech sobie ten Putin robi „u siebie” co chce, grunt żeby zajął się terrorystami i uratował zniewieściałe dupy Francuzów. A kiedy awantura się skończy na scenę wyskoczy prezydent Hollande albo jego następca i wrzaśnie – „zwyciężyliśmy!” dokładnie tak samo, jak to w roku ’45 zrobił Charles de Gaulle, którego mundur przez całą wojnę pozostał świeży i nie zbrukany bitewnym kurzem. Krótko pisząc – przyczepiło się gówno do burty statku i z dumą ogłasza – „płyniemy!”.
Kto nie wierzy w taki rozwój wydarzeń niech sobie przypomni jak wyglądała „zdecydowana” i „bezlitosna” odpowiedź Francji na paryskie zamachy i śmierć 129 obywateli Republiki – zrzucono raptem 20 (słownie: dwadzieścia) bomb na jakieś baraki w Ar Rakce, puste i nikomu nie potrzebne. Było to efektowne dla obserwatora, jednak skutek widoczny był tylko w pozycjach bilansowych francuskiej armii, której księgowi musieli zdjąć rzeczone bomby z ewidencji magazynowej. I tyle.
Jest tylko jeden problem, Hollande przecwaniaczył. W ’45 roku Stalin pozwolił de Gaulle’owi ogłosić się zwycięzcą bo nie miał we Francji żadnego interesu, ten był w Europie wschodniej, już dawno sprzedanej za otwarcie frontu i pokonanie Niemiec. Teraz Putin w Syrii interes ma i pozwoli się z niego wykolegować co dla Francuzów oznacza tylko jedno – obudzą się z obydwiema rękami w nocnikach. I to po łokcie. Jedną w islamskim, a drugą w rosyjskim.
Co to oznacza dla nas, Polaków? Ano ni mniej ni więcej tylko tyle, że bardzo zmieni nam się sytuacja za wschodnią granicą – za sąsiadów będziemy mieli kadłubową Ukrainę pozbawioną przemysłowych regionów i silną Rosję odgrywającą zbawcę, który uratował cywilizację przed szatańskim islamizmem.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.