Ulicami Warszawy przeszedł szósty już Marsz Niepodległości. Według szacunków organizatorów był najliczniejszy z dotychczasowych, uczestni w nim mogło grubo ponad sto tysięcy osób. Schodzące powoli do podziemia media mainstreamowe mówią o 35 tysiącach, ale wystarczy spojrzeć na pierwszą z brzegu relację i przelewające się przez Most Poniatowskiego morze ludzi by parsknąć śmiechem na te obliczenia. Najważniejszym jednak jest to, że Marsz był absolutnie spokojny – nie było bitwy z policją, nikt nie rzucał kamieniami, armatki wodne pokrywały się kurzem gdzieś w bocznych uliczkach a ich kierowcy oddawać się mogli słodkiej drzemce. Może to jeszcze nie dowód ale na pewno solidna poszlaka przemawiająca za tym, że w latach poprzednich awantury zostały wywołane na czyjeś zlecenie. Kiedy zleceniodawcy zabrakło po przegranych wyborach nie było komu organizować burd i podpalać budek pod ambasadami.
Po raz pierwszy też zdażyło się, że Prezydent Rzeczypospolitej zwrócił się w liście bezpośrednio do uczestników Marszu pisząc m.in.: „Niechaj dzisiejszy Marsz Niepodległości będzie wyrazem przywiązania do najdroższych nam narodowych tradycji, symboli państwowych i biało-czerwonych barw. Niech umacnia w nas pewność, że jesteśmy jednym, silnym, twórczym i mądrym narodem. Niech pogłębia naszą wiarę we własne możliwości i nadzieję na pomyślną przyszłość. Chciałbym i liczę na to, że będzie to piękne święto młodych żarliwych polskich serc”. Po latach wyzywania od nazistów i faszystów, po wielu próbach przyklejenia patriotom gęby bandytów i nawoływaniach do delegalizacji Marszu to gest, którego trudno nie docenić.
Oczywiście nie wszyscy byli zadowoleni. Wśród komentatorów znalazło się spore grono „moralnych autorytetów” oburzonych hasłem tegorocznego Marszu brzmiącym „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski” i transparentem z mottem „Śmierć wrogom Ojczyzny” niesionym na czele pochodu. Nie ma się czym przejmować, to ludzie nie rozumiejący narodowej tożsamości, którzy najchętniej roztopiliby polskość w europejskości, ludzie uznający państwa narodowe za wcielenie wszelkiego zła. Co zaś do transparentu – trudno się temu oburzeniu dziwić, to motto musi uwierać, przecież jeszcze niedawno wrogowie Ojczyzny i Narodu byli nagradzani wysokimi orderami państwowymi (by wspomnieć chociażby Jana Tomasza Grossa). Na szczęście ci ludzie powoli odchodzą w niebyt a przyszłość należy do patriotów, którzy nie wstydzą się maszerować pod biało – czerwonym sztandarem i żyć zgodnie z głoszonym przez siebie hasłem – „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Hasłem, które dla lewicowych postępaków jest skrajnie prawicowe, faszystkowskie i ekstremistyczne.
Cóż, z okazji Narodowego Święta Niepodległości pozostaje mi życzyć Wam, szanowni Czytelnicy, jak i sobie – oby wśród nas było jak najwięcej takich ekstremistów. Czołem Wiekiej Polsce!