Smutny koniec dziennikarstwa

Minister środowiska, niejaki Jan Szyszko na zadane przez dziennikarza pytanie o wycinkę w Puszczy Białowieskiej odpowiedział: „Proszę nie zadawać tego rodzaju pytań, bo one są prowokujące i trochę nie na miejscu. Zrobimy szkolenia dla dziennikarzy, żeby wiedzieli, jak zadawać pytania”. Ręce mi opadły. Jeżeli PiS w taki sposób chce prowadzić politykę informacyjną to ja bardzo dziękuję. I nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia czy dziennikarz jest słuszny czy niesłuszny, czy ma etat w „Gazecie Wyborczej” czy „Gazecie Polskiej”. W normalnym kraju taka odpowiedź skutkowałaby natychmiastową dymisją i – co najmniej – przerwą w karierze politycznej na ładnych parę lat. W dodatku oberwałby od wszystkich pozostałych kumpli po fachu potraktowanego w ten sposób, od prawa do lewa i od góry do dołu. Tymczasem w Polsce news został niezauważony, no może nie całkiem – oburzonko wyraziła wspomniana wyżej „Wyborcza” i tyle.
Podobnie tylko odwrotnie rzecz miała się kiedy z konferencji prasowej Jerzego „Jurka” Owsiaka został na zbitą gębę wywalony Michał Rachoń, też za zadawanie pytań „prowokujących i trochę nie na miejscu” – oburzały się tzw. „media prawicowe” a reszta milczała.
Wniosek z tego jest prosty: dziennikarze w Polsce akceptują cenzurę jeżeli dotyka ona ludzi siedzących po przeciwnej stronie barykady a sami stosują autocenzurę kiedy trzeba chronić swoich. To jest sytuacja patologiczna, świadcząca o tym, że media straciły już dawno funkcję informacyjną a stały się tylko i wyłącznie narzędziem propagandy. Nie ma już prawie w ogóle dziennikarzy z powołania, takich, którzy nie kierują się politycznymi sympatiami i nie traktują swoich rozmówców różnie kierując się tym, którą stronę oni aktualnie reprezentują.
Można wzruszyć ramionami i uznać rzecz za normalną, ale warto chyba pomyśleć o konsekwencjach tej sytuacji, bo stawiają one włosy na głowie. Informacje docierające do przeciętnego oglądacza telewizora i czytacza gazet są, niemalże co do jednej, spreparowane pod polityczny interes popieranych przez dziennikarzy stron politycznego sporu. Wystarczy nieco uważniej prześledzić media by zobaczyć, że przekaz jest za każdym razem jednostronny, że informacje są połączone z komentarzem tłumaczącym „motłochowi” jak ma je rozumieć, że „newsy” są podawane wybiórczo w zależności od tego, które są wygodne a które nie bardzo. I tak dalej i w ten deseń.
Wiele się ostatnimi czasy mówi o naprawie państwa, o dobrej zmianie, o stanięciu w prawdzie. Nie da się tego zrobić bez mediów informujących rzetelnie i o wszystkim. Mój ulubiony artykuł czwarty Konstytucji mówi, że w Rzeczypospolitej władza należy do Narodu. Ale jak Naród ma władzę sprawować skoro nie ma podstawowego ku temu narzędzia – wiedzy. Pełnej wiedzy. Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi, każdy potrafi chyba znaleźć ją sam.

Udostępnij na:

One comment:

  1. Mam od dawna ten problem: dotarcie do obiektywnej wiedzy zajmuje bardzo dużo czasu i przypomina przedzieranie się przez dżunglę: propagandy, komentarzy, półprawd, kłamstw, paszkwili, lobbystycznych działań usiłujących utrudnić mi właściwe rozeznanie. Pokonanie tej drogi jest najczęściej ponad siły zwykłego śmiertelnika…

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.