Obowiązujący w naszym kraju kodeks wyborczy to nic innego jak potężny generator absurdów, który służy wypaczaniu ustroju zwanego dla żartu demokracją. Idiotyczne przepisy sprawiają, że „wola ludu” jest spychana na margines a decyzje wyborców mają minimalny wpływ na rzeczywistość.
By nie być gołosłownym mała próbka:
Niejaki Zbigniew Grylas startujący w okręgu warszawskim (okręg nr 19) z listy platformerskiej efemerydy udającej nową jakość na politycznym boisku zdobył 1011 głosów (słownie: tysiąc jedenaście) a wraz z nimi mandat posła na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. W tym samym okręgu kandydowała z listy przepoczwarzonej postkomuny Barbara Nowacka uzyskując poparcie 75813 wyborców co nie przełożyło się na miejsce w sejmowych ławach. Paradoks? Błąd systemu? Nie. Progi wyborcze. Idiotyczny zapis odrzucający automatycznie wszystkich kandydatów startujących z list, które w skali całego kraju (a więc po zsumowaniu głosów z wszystkich okręgów) nie przekroczyły magicznej granicy pięciu procent dla partii i ośmiu procent dla koalicji. Nawet gdyby dany delikwent zgarnął w swoim okręgu 99 procent głosów to i tak by przepadł a jego miejsce w Sejmie zająłby nikomu nie znany facecik, który zagłosował sam na siebie i ewentualnie namówił do tego żonę. Prawnie usankcjonowana patologia robiąca kurtyzanę z logiki.
Inny przykład? Proszę bardzo:Partia „RAZEM” która do Sejmu co prawda się nie dostała ale udało jej się przekroczyć magiczny próg trzech procent głosów uprawniający do otrzymania budżetowej subwencji skasuje nieco ponad czternaście milionów złotych z naszych podatków. Tymczasem ruch „Kukiz’15” nie otrzyma ani złotówki mimo, że dzięki poparciu milionów Polaków został trzecią siłą w Sejmie. Dlaczego? Bo „Razem” to partia polityczna a ruch Pawła Kukiza to „tylko” Komitet Wyborczy Wyborców. Pisząc krótko i węzłowato: wszyscy, którzy poparli projekt pana Kukiza zrzucą się na młodych komunistów od Adriana Zandberga a wyborcy tych ostatnich nie dołożą ani złotówki do działalności rzeczonego woJOWnika. Sprawiedliwość społeczna ala IIIRP – równość i braterstwo dla wybranych.
Jedno w tym wszystkim jest pocieszające. Sojusz Lewicy Demokratycznej oberwał w łeb swoją własną bronią. Jeszcze nie tak dawno jego politycy biegali po Polsce i nawoływali, żeby w komorowskim referendum głosować przeciwko ordynacji większościowej z jednomandatowymi okręgami wyborczymi bo powoduje ona wykluczenie części wyborców, którzy nie będą mieli w parlamencie swojej reprezentacji. Lud pracujący posłuchał, zostając w domach pomysłu nie poparł i dzięki temu wykluczył z Sejmu SLD. Towarzysz Miller et consortes sikali pod wiatr więc niech teraz nie narzekają na to, że mają mokre spodnie…