„Cóż ci się stało, Europo humanistyczna, obrończyni praw człowieka, demokracji i wolności? Cóż ci się stało, Europo, ojczyzno poetów, filozofów, artystów, muzyków, pisarzy? Cóż ci się stało, Europo, matko ludów i narodów, matko wspaniałych mężczyzn i kobiet, którzy potrafili bronić i dawać swoje życie za godność swych braci?” – powiedział papież Franciszek w przemówieniu z okazji wręczenia mu łapówki pod postacią nagrody Karola Wielkiego. Uroczystość, która wyjątkowo odbyła się w Watykanie, „uświetnili” swoją obecnością Angela Merkel, Martin Schulz, Jean Claude Juncker i Donald Tusk, któży gapili się na głowę Kościoła niczym kot na sperkę i zecierali tłuste rączki z radości, że Jego Świątobliwość tak pięknie się podkłada i z własnej oraz nieprzymuszonej woli wpycha w nie powierzone swojej pieczy owieczki.
Mnie trafił ciężki szlag. We wspomnianym przemówieniu tradycyjnie nie padło ani słowo odniesienia do Boga, do chrześcijańskich korzeni Europy, do ewangelicznych zasad, które europejską cywilizację zbudowały. Pełne było za to nowomowy rodem z partyjnych wieców naszpikowanej ideałami rewolucji francuskiej.
Parafrazując chciałbym się zapytać – cóż Ci się stało, Ojcze Święty, że wygadujesz jakobińskie brednie?! Cóż Ci się stało, że zapominasz o tych, którzy w imię Chrystusa i w obronie wiary oddali swą krew, o szuanach z Wandei i męczennikach dwóch najnowszych totalitaryzmów? Czyżbyś zapomniał, że ten europejski humanizm polegał na wyrugowaniu Boga z życia? Że prawa człowieka sprowadzają się do mordowania nienarodzonych, promowania dewiacji i dobijania chorych? Że ta europejska wolność to wolność od prawdy i ludzkiej godności? Cóż Ci się stało Ojcze Święty, na Boga Jedynego?!
Cóż Ci się stało Ojcze Święty?!
Udostępnij na:
Mnie też trafił ciężki szlag. Słyszałem owe wypociny naszego Papieża i…Tak, wypociny.
Nic, co by miało podnieść europejczyków i nie tylko ich na duchu.
Czy nawet Ojca Św. już można kupić? Tak, wcześniej to było na porządku dziennym (średniowiecze). Ale teraz?
Zresztą, jaki on św.,jest tylko namiestnikiem naszego Kościoła. Jak zwał, tak zwał.
Zastanawiam się co on może wiedzieć o europejskich wartościach.
Poprzedni papieże może bardziej ogarniali temat europejskości.
Miałem dla Niego wiele szacunku, ale jak podniósł sprawę rzekomych uchodźców, coś mi zaśmierdziało.
A teraz totalnie gościa nie rozumiem.
Już parę miesięcy po wyborze Franciszka z przykrością stwierdziłem, że nie będzie on papieżem na miarę JPII, a nawet Ratzingerowi do pięt nie dorasta. W ogóle zresztą do roli papieża się nie nadaje. Ze swej małej perpektywy, widzę go raczej w roli podrzędnego biskupa z Bożej łaski – ale już na pewno nie kardynała. Powinien był pozostać w tej swojej Ameryce Południowej i tam pilnować Bożej „Trzódki”, aby za bardzo nie popadła w zabobony. Zresztą… nie wiem, czy wiedziałby jak to dokładnie robić, bo (z tego co wiem) sam w jakieś formy zabobonów wierzy. Na przykład leczy/ł się homeopatycznie, choć każdy nieco zorientowany chrześcijanin wie, że homeopatię stworzył i rozpropagował zdeklarowany satanista: Samuel Hahnemann (1755-1843). A kontrowersje wokół tej „pseudo-nauki medycznej” wciąż pozostają ostre.
Podejrzewam, że nastały czasy „antypapieża” niestety, a już na pewno papieża nieudolnego. Obym się mylił…
Z Panem Bogiem!