Rząd Beaty Szydło wrócił do starego (z początku lat dziewięćdziesiątych) pomysłu przekopania kanału przez Mierzeję Wiślaną i uniezależnienia tym sposobem portów w Elblągu i Fromborku od łaski Rosjan, w których władaniu jest Cieśnina Pilawska. Jeżeli inwestycja rzeczywiście zostanie zrealizowana, to będzie miała wielki wpływ na sytuację ekonomiczną całego regionu. Oczywiście pod warunkiem, że włodarze miast, masteczek i wsi będą potrafili z szansy jaką daje otwarcie na bałtyk skorzystać, ale to już sprawa lokalnych społeczności a nie władzy centralnej.
Nikt oczywiście nie myśli, żeby nad Zalewem Wiślanym budować wielkie porty, do których wpływać będą gigantyczne, transoceaniczne kontenerowce. Jeżeli ktoś ma w głowie wyobrażenie wielkich statków kursujących na linii Elbląg – Nowy Jork to niestety się rozczaruje. Chodzi tylko i wyłącznie o otwarcie na ruch turystyczny i lokalny towarowy, odciążający Gdynię i Gdańsk oraz dający szansę lokalnym przedsiębiorcom. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że Frombork (miasto Kopernika szczycące się najwyższej klasy zabytkami pamiętającymi astronoma i jego czasy) czy Elbląg (leżący rzut beretem od legendarnego Truso) są zamknięte dla turystów i wodniaków pływających po Bałtyku. Planowany kanał na Mierzei Wiślanej i pogłębienie toru wodnego wreszcie ten absurd wyeliminuje. I proszę mi nie próbować wmawiać, że przecież kto chce może wpłynąć na Zalew z Gdańska przez Szkarpawę – ten tor wodny ma tylko 2,5 metra głębokości i bardzo ograniczoną przepustowość.
Od razu oczywiście uaktywnili się ekolodzy (bardziej słusznie zwani ekoterrorystami), którzy zaczęli jojczeć nad skutkami dla środowiska i obszaru chronionego unijnym programem Natura 2000. Nie ma sensu się nimi przejmować. Po pierwsze jeszcze dwa wieki temu Mierzeja Wiślana była tylko pasmem wysepek, które połączyły się w długi półwysep tylko dlatego, że nikt nie zajmował się pogłębianiem szlaków żeglugowych. Po drugie zaś unijny program nie służy w swej istocie ochronie naturalnego środowiska a tylko stawianiu biurokratycznych barier przed lokalnymi inwestorami, którzy mogliby zagrozić interesom „ważniejszych i potężniejszych”. W przypadku przekopu otwierającego miata leżące nad Zalewem na Bałtyk najbardziej zainteresowani zablokowaniem inwestycji są Rosjanie, ktorzy nie mogąc zaprotestować bezpośrednio (nie podpisali Konwencji z Espoo dotyczącej transgranicznych skutków inwestycji) będą usiłowali uruchomić różne lobbies, z których najskuteczniejsze może być lobby ekologiczne.
Drugą grupą próbującą torpedować projekt są malkontenci podważający ekonomiczny sens budowy kanału, który rzekomo – z powodu bliskości portów w Gdyni i Gdańsku – jest niewielki albo nie ma go wcale. To kolejny idiotyzm nie biorący pod uwagę turystycznego znaczenia regionu, który mógłby czerpać z tego tytułu ogromne dochody. Tymi ludźmi też nie ma co się przejmować, oni zawsze będą na nie – głównie dlatego, że dla nich wszystko co polskie jest z gruntu złe i należy się temu sprzeciwiać. Gdyby na pomysł inwestycji wpadło – na ten przykład – jakieś niemieckie czy francuskie konsorcjum, które chciałoby na ten cel wykupić grunty na Mierzei i kasować przepływające statki za przepływanie kanałem zdanie mieliby z gruntu odmienne.
Przekop Mierzei Wiślanej
Udostępnij na:
Pozostaje jeszcze kwestia kosztów, o których kompletnie nie wspomniałeś! Jeżeli ma to służyć tylko turystycznie i ewentualnie „mała” wymiana towarów to może się okazać to całkowicie nieopłacalnym przedsięwzięciem! Bo będzie trzeba także wybudować most nad przekopem i to sporych rozmiarów, by uzyskać odpowiednie światło od zwierciadła wody. Inaczej „odetnie” się Krynicę. A wybudowanie go w takim miejscu nie będzie łatwe! Chyba, że przekop będzie w innym miejscu niż na rysunku – bliżej granicy.