No i znalazło się źródło jazgotu, jaki rozległ się w zachodnich zeitungach po wyborczym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości i utworzeniu przez tę partię (a właściwie blok) samodzielnego rządu pod wodzą Beaty Szydło. Nie było nim wcale zagrożenie, jakie nacjonalistyczna władza w Polsce stanowi rzekomo dla interesów niemieckich kolonizatorów, te mają się dobrze i nic nie wskazuje na to by miały nagle ucierpieć. Przez dwadzieścia pięć lat „wolności” kolejne ekipy pasące się przy polskim korycie skutecznie zadbały o to, by oczyścić tym interesom pole i zlikwidować konkurencję, na jaką ubermensche mogliby się nadziać pomiędzy Odrą a Bugiem.
Źródłem okazała się być mianowicie homomiędzynarodówka, której przedstawiciele z miejsca zorientowali się, że pod rządami pobożnych socjalistów płomień tęczowej rewolucji nie ma szans zapłonąć a te nędzne ogniki tlące się tu i tam nie dość, że nie zostaną rozdmuchane to najprawdopodobniej czeka je zadeptanie ciężkim, okutym butem klerykalnego opresjonizmu.
Rzecz na światło dzienne wyszła przypadkiem, przy okazji dwóch rozporządzeń wydanych przez Komisję Europejską a zawetowanych przez władze Polski i Węgier.
Pierwsze dotyczyło wpisania tzw. „małżeństw homoseksualnych” w definicję małżeństwa obowiązującą na terenie całej wspólnoty. Gdyby weszło w życie stałoby w jawnej sprzeczności z artykułem 18 Konstytucji, który powiada: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej” co oznacza, że bez zmiany ustawy zasadniczej pozostałoby pustą papierologią nie mającą najmniejszego znaczenia.
O wiele niebezpieczniejsze było rozporządzenie drugie, które dotyczyło ujednolicenia procedur prawnych umożliwiających osobom żyjącym w związkach partnerskich bądź jednopłciowych „małżeństwach” (zawartych w tych krajach Unii Europejskiej, w których są one prawnie dopuszczalne) rozwiązywanie kwestii majątkowych, takich jak dziedziczenie po zmarłym partnerze czy podział majątku w wypadku rozpadu „związku”. Bardzo sprytna zagrywka, trzeba przyznać. Jeżeli homomiędzynarodówce udałoby się je przepchnąć to wszystkie kraje członkowskie nagle musiałyby uznać prawa sodomitów i traktować ich pod względem prawnym tak samo, jak każde inne małżeństwo żyjące na ich terytorium bez względu na to, czy zawieranie takich „związków” byłoby zgodne czy niezgodne z tubylczymi przepisami.
A miało pójść tak pięknie i gładko! Bojowcy spod tęczowego sztandaru założyli, że nikt nie zwróci uwagi na jakieś tam finansowe kwestie niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza wspólnotowego chleba, zwłaszcza jeżeli przykryje się je narracją ujednolicenia praw obywateli wszystkich krajów członkowskich na terenie całej UE. Założenie to było ze wszech miar zasadne, jeżeli w Polsce dalej rządziłaby Platforma Obywatelska żadnego weta z naszej strony być nie mogło. Gdyby rzecz się powiodła to w ramach drugiego etapu sodomici gremialnie zaczęliby wyjeżdżać celem zawarcia „małżeństwa” do Holandii, Belgii czy innego państwa szczycącego się tęczowym prawem po czym wracaliby żeby cieszyć się pełnią praw i przywilejów. A gdyby lokalnych sodomitów było z jakiegoś powodu zbyt mało by te miodowe wycieczki były zauważalne to przecież nie sprawiłoby żadnego problemu zorganizowanie mniejszej czy większej fali homoimigrantów. Chodziło o to, aby powoli homomałżonkowie wpisywali się w krajobraz i przyzwyczajali ciemnogród do postępu. Po jakimś czasie ludzie byliby już tak obtrzaskani z widokiem, że przestaliby zwracać uwagę na „dziwactwo”. A w końcu, w ramach ostatniego etapu, zorganizowałoby się całkowicie „oddolne” referendum dążące do zmiany prawa (w tym Konstytucji) rozszerzającej definicję małżeństwa na wszystkie możliwe konfiguracje. Nastąpiłby „efekt irlandzki” wywołany propagandą głoszącą, że przecież „oni i tak żyją wśród was” i nikomu krzywda z tego powodu się nie dzieje, więc nie ma powodu by dalej upierać się przy swoim.
Niestety naród tubylczy w wyborach wbrew założeniom metropolii zagłosował na katolicką reakcję czemu nie dało się zapobiec i cały misterny plan… spalił na panewce. Spalił mimo chytrego wybiegu jakim było zestawienie obydwu rozporządzeń obok siebie – tęczowi komunardzi liczyli, że to pierwsze ujednolicające definicję małżeństwa ściągnie na siebie ogień przeciwnika i pozwoli drugiemu przemknąć niezauważenie. Nie udało się, co wcale nie znaczy, że normalność zwyciężyła. Rewolucjoniści są uparci, rozmiękczanie umysłów trwa a za chwilę nastąpi kolejna próba przymuszenia ciemnogrodu do wejścia na ścieżkę postępu. Czy udana? No cóż, to zależy tylko od tego czy zachowamy czujność czy jak mieszkańcy Petersburga bawiąc się w knajpach przegapimy szturm na Pałac Zimowy wystrzały z krążownika uznając za pokaz sztucznych ogni…
Homorozporządzenia Komisji Europejskiej
Udostępnij na: