No i żyjemy w nowej Polsce, po zamachu stanu. Polsce rządzonej twardą ręką prezessimussa Kaczyńskiego, który pod osłoną nocy podstępnie sięgnął po pełnię włądzy. Padł ostatni bastion jakim był Trybunał Konstytucyjny i już nic nie powstrzyma nadejścia mrocznych czasów brunatnej dyktatury wzorowanej na orbanistycznym reżimie węgierskim. Niebieskie symbole wolności powiewające dotąd dumnie za plecami kolejnych premierów i prezydentów zostały wyrzucone do śmieci. Polska stanęła nad przepaścią i tylko my możemy sprawić, by zrobiła krok naprzód zrzucając kajdany niewoli…
Spokojnie, nie zwariowałem, ja tylko streszczam relacje ostatnich wydarzeń przedstawione przez „wybitnych dziennikarzy”. Oni naprawdę tak to widzą i są przerażeni do tego stopnia, że nie potrafią opanować gwałtownego przyspieszenia perestaltyki jelit. A pamiętać trzeba, że ich głos to tylko echo, odbicie reakcji członków rządzącej do niedawna partii dla niepoznaki mającej w nazwie słowo „obywatelska”. I tutaj dopiero zaczyna być śmiesznie…
Otóż najgłośniej o końcu demokracji i dyktaturze krzyczą ludzie, którzy pod koniec swoich rządów usiłowali przekwalifikować Trybunał Konstytucyjny na radę starszych mającą absolutną i ostateczną władzę. Proszę się przyjrzeć wersji ustawy przepchniętej przez Sejm w czerwcu bieżącego roku siłami Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego – toż jasno z niej wynika, że miał Trybunał być swoistą „nadizbą” polskiego parlamentu mogącą zablokować praktycznie każdą ustawę bez podawania przyczyn. Jeżeli ktoś potrzebuje historycznego przykładu to proszę bardzo – stworzono Sanhedryn, ciało wyłaniane w sposób całkowicie niedemokratyczny dzierżące władzę absolutną w każdej niemal dziedzinie, władną odwołać nawet Prezydenta RP, czyli człowieka posiadającego najbardziej demokratyczny mandat w państwie, pochodzący z powszechnego wyboru CAŁEGO NARODU.
Piętnastu gości w togach miało w aksamitny sposób przejąć rządy i niemal nikt tego nie zauwarzył, a ludzie, którzy tę wszechwładzę sędziów zablokowali są oskarżani o łamanie demokracji. Ręce opadają i wszystko inne też.
Najlepsze jest jednak to, że w rolę wczuł się prezes Trybunału Konstytucyjnego profesor Andrzej Rzepliński, który najpierw obleciał wszyskie media jojcząc i lamentując a później pojawił się w Sejmie przed głosowaniem i osobiście instruował posłów opozycji (z Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej) jak mają głosować i jak bronić sanhedryńskich interesów. Złamał przy tym prawo zakazujące mu wypowiadać się publicznie na temat spraw, jakimi Trybunał się zajmuje, ale to naprawdę najmniej istotny problem. Znacznie poważniejsze jest to, że tych jęków słuchają ludzie, dla których prawnik z profesorskim tytułem z dziedziny prawa jest autorytetem a jego słowa są niemal prawdą objawioną. Czy ktoś może zagwarantować, że wśród nich nie znajdzie się kolejny (albo kolejni, liczba mnoga) Cyba, który przeświadczony o słuszności swoich działań zechce „bronić demokracji” z nożem i pistoletem w ręku? Czy pan profesor Rzepliński i jego klakierzy zdają sobie z tego sprawę i są gotowi wziąć na siebie odpowiedzialność? Obawiam się, że wątpię. Dla nich liczy się tylko własny interes a metody to rzecz całkowicie drugorzędna a cel zdaje się uświęcać wszystkie środki.
Nocna blokada Sanhedrynu
Udostępnij na: