Poseł Żyżyński chce podniesienia podatków

Mam dla Szanownych Państwa dwie wiadomości, tradycyjnie jedna z nich jest dobra a druga zła. Ta pierwsza brzmi: mamy nowy rząd, Beata Szydło jest już oficjalnie premierem a Ewa Kopacz definitywnie otrzymała przydomek „Była premier”. Koniec obciachu i pozowania do memów, możemy odetchnąć z ulgą i przestać się wstydzić. Niestety jest też wiadomość zła, choć może raczej należałoby powiedzieć smutna, brzmiąca następująco: w partii Jarosława Kaczyńskiego też zdarzają się kretyni…
„Trzeba wrócić do tego, co było przed reformą Zyty Gilowskiej – trzeciej stawki, w wysokości 40 proc.” – powiedział Jerzy Żyżyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości zajmujący się sferą gospodarczą. Jego zdaniem najwyższa stawka podatkowa na poziomie 32 procent jest niesprawiedliwy i cierpi przez to budżet państwa. Mam nadzieję, że to tylko wyskok jednego posła, który szybko zostanie spacyfikowany przez pozostałych członków rządzącej partii. Nadzieje nikłą, bo wielu członków PiS z prezesem na czele nie kryje się ze swoimi socjalistycznymi poglądami, jednak wciąż mam w pamięci wspomnianą minister Gilowską i jej reformy, dzięki którym udało się napędzić wzrost gospodarczy i które pozwoliły Polsce jako tako przetrwać ogólnoświatowy kryzys. Tak, Szanowni, to nie „światła” polityka Donalda Tuska polegajca (mimo obietnic i przysiąg składanych z sejmowej trybuny) na podnoszeniu wszystkich możliwych podatków ale właśnie prorynkowe działania rządu PiS w latach 2005 – 2007 uratowały nas przed totalną rozwałką gospodarczą. Dlatego mimo wszystko poozwalam sobie sądzić, że pan poseł Żyżyński politycznym zwyczajem chlapnął co mu ślina na język przyniosła zanim mózg zdążył zareagować.
Ja muszę się zgodzić z panem posłem, że stawka podatkowa na poziomie 32 procent jest niesprawiedliwa, ale z nieco innego powodu – otóż każdy podatek naliczany od dochodu ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego a już podatek progresywny w szczególności. Jest to po prostu kara nakładana za pracowitość, przedsiębiorczość, zaradność, cechy charakteryzujące ludzi bardzo pożądanych w państwie, które chce się gospodarczo rozwijać by dogonić resztę Europy. Uderzanie w nich trzecim progiem podatkowym jest skrajną nieodpowiedzialnością, która w dodatku nie przyniesie żadnych (albo przyniesie minimalne) korzyści budrzetowi państwa. Część z nich stwierdzi, że nie ma sensu się wysilać i postanowi przeczekać, część przerzuci się na samozatrudnienie zamieniając progresywny PIT na CIT a część po prostu przeniesie się do krajów, które nie mają zwyczaju łupić swoich najbardziej wartościowych obywateli – by daleko nie szukać wystarczy podać przykład sąsiedniej Słowacji.
Wielu polityków reprezentujących tzw. prawicę gospodarczą od lat postuluje zamianę podatków dochodowych na prosty i niewysoki podatek przychodowy. Przyniosłoby to państwu same zyski – po pierwsze ograniczyłoby biurokrację, zniknęłyby ulgi, odliczenia i kombinacje z tzw. optymalizacją podatkową; po drugie podatek taki jest o wiele sprawiedliwszy, naliczany od rzeczywistych zarobków podatnika i dla wszystkich równy; i wreszcie po trzecie znacznie łatwiejszy do wyliczenia. Co ciekawe, jednym ze zwolenników takiego rozwiązania jest (a może był?) nowy Minister Finansów Paweł Szałamacha – i stąd się bierze moja (nikła bo nikła) nadzieja, że jednak pan poseł Żyżyński wyrwał się przed szerego nie mając pojęcja o czym gada.
Tak, ja wiem. Polacy zarabiają mało i wielu z nich chciałoby, żeby ci lepiej zarabiający płacili więcej bo przecież „na biednego nie trafiło”. Chciałbym jednak zauważyć, że oni płacą więcej – jeżeli stawka podatkowa wynosi (dla przykładu) dziesięć procent to ten, który zarabia tysiąc złotych odda fiskusowi stówę, a krezus wyciągający miesięcznie dziesięć tysięcy musi pożegnać się z okrągłym tysiącem. No i jeszcze chciałbym zadać może i głupie, ale ważne pytanie – czy kiedykolwiek komukolwiek z wyznającycych janosikową zasadę zabierania bogatym robotę dał człowiek biedny? Nie, nie dał i nie da. To zamożni dają pracę bo ich na to stać. A kiedy państwo im pieniądze zabierze wtedy w pierwszej kolejności zrezygnują z zatrudniania ludzi, zwłaszcza tych wykonujących najprostsze prace uznając, że do pozamiatania biura, umycia okien w domu, wyprania gaci, wyprasowania koszul czy wyszorowania kibla wcale nie potrzebują niczyjej pomocy, że jest to zbędny luksus bez którego potrafią się obyć.
Na koniec rzecz zabawna. Otóż najgłośniej nad pomysłem wprowadzenia trzeciego progu podatkowego jęknął i ręce załamał parówkowy portal „Na Temat”, ten sam, który jeszcze niedawno zachwycał się partią „Razem” i Adrianem Zandbergiem chcącym karać najlepiej zarabiających stawką siedemdziesięcioprocentową. No cóż, wybory wygrał PiS i nagle wśród propagandystów platformerskiej utopii zmieniła się mądrość etapu – teraz podnoszenie podatków bogatym krwiopijcom okazało się być złem…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Formularz jest chwilowo niedostępny. Skontaktuj się z nami, korzystając z danych kontaktowych na stronie.